30 grudnia 2011

Jedenasta audycja-Recenzja płyty "Hej nie bój się"

Wspólne bluesowanie, reinterpretowanie znanych utworów...

W dzisiejszej audycji chciałabym przedstawić Wam zespół z Krakowa-Krecią Robotę, a dokładnie ich debiutancki album"Hej nie bój się".


Płyta nie zalicza się do projektów eksperymentujących z różnymi stylami muzycznymi, jest to raczej album posiadający ciekawie wykonane covery i niebanalne, autorskie aranżacje.
Dobrym posunięciem jest sięgnięcie po znane i sprawdzone utwory, tym bardziej na debiutanckim albumie, jednocześnie jednak jest to pewne utrudnienie dla nas w poznawaniu artystów.
Przykładem piosenki, będącej interpretacją Kreciej Roboty jest rozpoczynający płytę, cover utworu The Rolling Stones- "Dead Flowers". Muzycy nadali mu pewnej lekkości, co tylko bardziej przybliżyło go do gatunku country.
Tytułowa piosenka "Hej nie bój się", jak najbardziej spełnia wymagane od singla kryteria. Blues-rockowe brzmienie utworu wpada w ucho i nadaje się do promowania płyty.
Artyści podjęli się wielkiego wyzwania, scoverowania utworu króla Rock'n'rolla, mowa o piosence "All shook up" Elivsa Presley`a.
Może i jest to ryzyko dla debiutantów, ale Krecia Robota to zespół  doświadczonych muzyków. Bogusław Mietniowski, Marcin Sonnenberg i Maciej Kłeczek-znani są z bluesowej formacji- The Cooks, a Adam Stępniowski, jak na młodego muzyka zdążył już  wykazać się swoimi umiejętnościami, np. w duecie NEON.
Oczywiście nie mogłoby się obejść bez skocznie-fortepianowego utworu na bluesowo-rock'n'roll-owej płycie, którym jest "Boogie Woogie Etiuda" nadająca albumowi chicagowskiego klimatu.
Słuchając płyty czekałam z utęsknieniem na typowy, bluesowy akcent, jakim jest harmonijka. Wreszcie przyszedł na nią czas, w piosence "Born in Chicago". Grą uraczył nas Piotr Filimowski. Nie jest to kolejny cover nic nieróżniący się od oryginału, a  bardziej dynamiczna i odświeżona wersja piosenki Gravenitesa.
Oprócz skocznych, bluesowo-rockowych numerów, są też te melancholijne. Jednym z nich, jest siódmy utwór "Pończocha z niewielkim śladem zażenowania". Napełniony jest gitarowym graniem, który doskonale łączy się z dźwiękami saksofonu Marka Batorskiego.
Tworzenie muzyki to również zabawa i podejście do wszystkiego z lekkim dystansem. Utwór "Wstaje rano bezboleśnie" jest dowodem żartobliwości muzyków jak i umiejętności stworzenia czegoś mniej serio.
Płyta "Hej nie bój się" nie jest poszukiwaniem nowych brzmień, lecz przyzwoitym graniem, pozostawiającym miły posmak bluesa. Muzycy z Krakowa utrzymują przyjemny klimat, do którego chce się i na pewno warto wracać.

22 listopada 2011

Dziesiąta audycja - o dwóch projektach ze Seattle

Esencją twórczości grunge`u są nie tylko długie (jakże imponujące) dyskografie znanych zespołów, ale również projekty jedno-płytowe, na których artyści tego oto nurtu mogli się wykazać i rozwinąć skrzydła.
Muzycy grający w takich zespołach jak Alice in Chains, Pearl Jam, Soundgarden, Mother Love Bone i Screaming Trees, nie ograniczali się do jednej grupy. Wspólnie tworzyli kilka innych mniej znanych formacji. 
Dziś jednak przedstawię dwa projekty, które bronią dobrego imienia grunge`u.
                                                                         
                                                                Temple of the Dog.




Muzycy  z zespołu Mother Love Bone, wstrząśnięci smiercią swego kolegi - Andrew Wooda, wokalisty tej grupy, nagrali materiał jako swego rodzaju terapie. Oczywiście śmierć nie była szokiem tylko dla muzyków z zespołu, ale dla wszystkich przyjaciół Wooda. Chris Cornell, który mieszkał z Andrew, napisał dla rozładowania smutku po stracie przyjaciela, utwory, które później znalazły się na płycie. Za jego inicjatywą powstał ten o to projekt. Zaprosił on do współpracy Stone`a Gossarda i Jeffa Amenta. Wkrótce ukształtował się stały skład, nagrał on jedyną płytę, która całkowicie poświęcona jest pamięci Andrew Wooda.  
W tekstach piosenek od razu spostrzega się tematykę dotyczącą przemijania, śmierci i ewentualnego życia pozaziemskiego, wiary. Słowa są dość intymne i bezpośrednie. Można wyczuć w nich pewien żal i wątpliwości.
Album rozpoczyna się sześciominutowym utworem "Say Hello 2 Heaven"
Każda piosenka nasiąknięta jest żalem. Dzielą się nim z nami nie grungowe sławy, ale zwykli, wrażliwi mężczyźni, którzy, jak każdy, próbują w możliwy sposób poradzić sobie ze śmiercią, z nagłą utratą człowieka. Promującym płytę utworem jest "Hunger Strike", do którego nagrano teledysk:


W szóstym utworze-"Times of Trouble", przygrywa nam na harmonijce Chris Cornell. Jest to prawidłowy ruch, ponieważ fani bluesa wiedzą, że żaden inny instrument nie oddaje tak pięknie cierpienia i tęsknoty jak harmonijka, która potrafi swoimi dźwiękami dotrzeć w naszą głęboko skrywaną wrażliwość. "If somebody left you out on a ledge,If somebody pushed you over the edge,If somebody loved you and left you for dead,You got to hold on to your time till you break,Through these times of trouble."-  trzydziesto-sekundowe solo na harmonijce pozwala tak bezpośrednim słowom wybrzmieć w przestrzeni tęsknoty i bólu, z jakim spotkali się artyści projektu.


                                                                                           Mad Season


Projekt powstały w 1994r skupiał muzyków z trzech najbardziej znanych zespołów grunge`owych: Layne Staley- wokalista Alice in Chains, Mike McCready`ego gitarzysta Pearl Jam oraz ze Screaming Trees- Marka Lanegana- wokalistę i perkusistę- Baretta Martina. Na gitarze basowej grał John Baker Saunders.
Płyta Above to mieszanka niezwykłych kompozycji, które skupiają w sobie blues rocka i hard rocka. Geneza tego projektu jest bardzo typowa: muzycy spotkali się i wspólnie jammowali, na skutek czego powstało kilka utworów. Pod koniec 1994 roku zespół wszedł do studia Bad Animals Studio w Seattle, aby zrealizować materiał na debiutancki krążek. Sesja nagraniowa trwała łącznie 10 dni. Na album trafiło 10 premierowych utworów.
Oryginalnie wydany album rozpoczyna melancholijna piosenka"Wake up"
Każdy utwór różni się od pozostałych. Ma swój niepowtarzalny klimat.  
Płyta posiada też utwory o bardziej agresywnym charakterze, przykładem jest piosenka "Lifeless Dead", która brzmieniem przypomina Alice in Chains.
Tajemniczym, a zarazem zmysłowym utworem jest "Long Gone Day". Czy swoją magię piosenka zawdzięcza połączeniu ciężkiego wokalu Layna i głębokiej barwie Marka, czy może grze Erica "Sherik" Waltona na saksofonie? Trudno to określić, ale z pewnością wszystkie te dźwięki doskonale się uzupełniają.
Mad Season, to zespół wyróżniający się brzmieniem wśród gungowych formacji. Niewiarygodnym faktem jest to, iż grunge, muzyka wywodząca się z ponurego Seattle, charakteryzująca się garażowym brzmieniem, powiła arcydzieło, jakim jest Above.
Projekt ten jest dowodem dojrzałości i wszechstronności muzyków, jak i samego nurtu.

9 sierpnia 2011

Dziewiąta audycja-Huculski Blues


                                             "Czerwony Pas , za pasem broń i topór co błyszczy z dala,
                                              wesoła myśl, swobodna dłoń to strój , to życie górala
                                              Dla Hucuła nie ma życia jak na Połoninie ,
                                              gdy go losy w doły rzucą wnet z tęsknoty ginie
                                              Tam szum Prutu Czeremoszu Hucułom przygrywa,
                                              a ochocza kołomyjka do tańca porywa" 


                             Ostatni tydzień rozkoszowałam się muzyką pełną niesamowitych połączeń. Delikatna mieszanina jazzu ze słowiańskim folklorem nadaje płycie charakter etno-jazzu. "Huculski Blues" to subtelna podróż po Europie Środkowej i Wschodniej. Jako że muzyka zespołu jest nietuzinkowa i przyprawiłaby o dreszcze samego Edgara Allana Poe, to jest ona całkiem skoczna, nadająca się do tańca i zabawy, ale i robiąca za tło, w wieczornych rozmowach przy winie.
                                            okładka płyty


Największym atutem płyty Huculski Blues jest świeżość, którą muzycy z zespołu Warszawa kyiv express wnoszą na polską scenę jazzową.
W ukraińskiej muzyce folkowej, możemy dopatrzeć się jak najbardziej tęsknoty. Tęsknoty za ojczyzną. Może dlatego ta muzyka jest taka piękna, może dlatego jest nam-Polakom tak bliska...
Elegancko wydany album, rozpoczyna utwór "Taniec Scytów" , który wciąga nas w energiczny wir rytmów z ukraińskich stepów. Porywająca trąbka "Cata",  zostaje po chwili okiełznana przez fortepian Sawickiego, który delikatnie nas wycisza.
Album posiada wiele zaskakujących i ciekawych aranżacji. Płyta nie wciąga nas od razu. Dopiero, gdy głębiej zapoznajemy się z wielobarwnym brzmieniem, odkrywamy ukrytą między jazzowymi improwizacjami, a roztańczonymi ukraińskimi rytmami, wytworną muzykę, której po pierwszym wysłuchaniu płyty nie dostrzegłam.
Mister F- drugi utwór to połączenie subtelności Chopina i charakternego saksofonu, który góruje w większości nagrań.
Muzycy nie powstrzymali się też od umieszczenia na płycie niezwykle ujmująco-lirycznego utworu, jakim jest "Warszawa Wschodnia". Saksofon w utworze odgrywa niezwykle ważną rolę, stwarza on klimat, który powoli wsiąka w nasze ukryte pragnienia do smakowania oryginalności i ekspresji.
Piątą na liście piosenką jest stara kołysanka"Oj Tam Czumak" , zaczynająca się od leniwie wypełzającego, głębokiego i ciężkiego dźwięku trąbki. Doskonale nastrojowy fortepian wciąga nas w pewną wysublimowaną otchłań, pełną fantazji i wdzięku. Gdy instrumenty się łączą, tworzą niezwykłą mieszaninę, która subtelnie zaprasza nas do rozkoszowania się każdym dźwiękiem, każdą nutą Oj Tam Czumak, którą serwują nam muzycy.
W Kalejdoskopie, przedostatnim utworze, ekspansywny słowiański folklor unosi nas, lecz po chwili zostajemy otuleni nowoczesnym jazzem, który sprowadza nas na ziemię.
Dużą odwagą wykazali się muzycy z Warszawa Kyiv Express, robiąc eksperyment muzyczny na debiutanckim albumie. Połączenie frywolnego folkloru Europy Wschodniej z ciężkim jazzem wymagało doskonałego warsztatu, którego nie brak młodemu zespołowi
Można by uznać ten oto projekt, za próbę ponownego połączenia Polski i Ukrainy, co jest w istocie bardzo poruszające dla mieszkańców tych krajów, których łączy wspólna historia. 
Dystyngowana muzyka zawarta na tej płycie zaspokaja przeciętnych i nieprzeciętnych słuchaczy, podtrzymuje dobrego ducha jazzu.

23 czerwca 2011

Ósma audycja- Blues(cz.I)

"God Don't Never Change" Blind Willie Johnson (1929)

 
Jak bardzo blues jest nam daleki...Można by nawet stwierdzić, że nie jest do końca odkryty. Oczywiście możemy gdybać, że ta wspaniała fundamentalna muzyka powstała pod koniec XIX w, ale nigdy nie odnajdziemy początku tych korzeni.

Pomijając muzykę czysto afrykańsko-plemienną, pomówmy o muzyce tworzonej już w niewoli, w więzieniach i w ubóstwie. 
Dziś chciałabym się skupić na częstym sporze, czy dyskusji: czy blues musi być smutny?

"Jersey Bull Blues" Charley Patton, 1934


Pierwotny blues z pewnością był smutny jak i wesoły. Niektóre utwory są wyładowaniem emocjonalnym, pełne gniewu i żalu, a niektóre są odskocznią od tych negatywnych odczuć. 

Skupmy się na początku na dwóch z wielu form, z których ukształtował się blues. Work songs, czyli pieśniach wykonywanych przez czarnoskórych niewolników przy pracy i prison songs, podobne do pieśni pracy, tylko, że śpiewane w więzieniach. Są to główne przykłady na to, że blues bywa rozpaczliwy, czy przygnębiający. Doskonałym przykładem jest utwór Negro Prison Songs / "Rosie"1947 [RARE]  , który ma w sobie coś przeraźliwie energetycznego i gniewnego.
W następnym utworze usłyszymy styl call and response: Go Down Old Hannah.Texas Prison Camp
Jednak bluesmani nie śpiewają tylko o przygnębiających sprawach, jakie ich otaczały. Chętnie opisywali emocje, miłość, stosunki damsko-męskie, tym bardziej w erotycznym znaczeniu. Nawet o hazardzie, o którym śpiewa Robert Johnson w Little queen of spades

Czy osoba w dzisiejszych czasach, nieżyjąca w nędzy, która nie spotyka się z rasizmem, może szczerze grać, tworzyć bluesa? Oczywiście znamy Johna Mayalla, Erica Claptona i wielu innych..Lecz mówię jednak o zespołach nowego pokolenia, zespołach, które chcą grać fundamentalnego bluesa.
Jak pewnie większość, byłam zdania, że tylko stary, korzenny blues jest tym "poprawnym", ale wciąż młode, dzisiejsze zespoły mnie zaskakują. Gdy "dałam szanse" bluesowi z tego wieku, moje pierwotne przekonania stały się nieistotne.
Wspaniałym przykładem jest zespół Moreland & Arbuckle 
Grupa składa się z trzech muzyków: gitarzysta Aaron Moreland, wokalista i harmonijkarz Dustin Arbuckle i perkusista Brad Horner. Pewnie od razu nasuwa Wam się bardzo błyskotliwe pytanie, a co z basistą? Wyjaśnia to sam gitarzysta, w jednym z wywiadów: "Choć z basistami zawsze mieliśmy problem: trudno było znaleźć dobrego, a jak już się raz udało, to szybko od nas odszedł. Wtedy zdecydowaliśmy, że będziemy grali bez basisty." Aby wypełnić pustkę, spowodowaną brakiem basisty, gitarzysta Aaron pełni podwójną rolę w zespole.  Muzyk używa dwóch wzmacniaczy. Jedną strunę podłącza do wzmacniacza basowego, a pozostałe przez gitarowy. Robi jednak to tylko wtedy, gdy używa gitary zrobionej z pudełka od cygar.
                                              zdjęcie poniżej przedstawia tę właśnie gitarę:

Gdy pierwszy raz usłyszałam Moreland & Arbuckle, byłam mile zaskoczona. Z tego zespołu aż kapie stary, dobry blues. Posłuchajmy energicznego, bluesowego, prosto ze stanu Kansas utworu 

"Jumper on the Line"
Gdy zamknę oczy, słuchając ich piosenek na pewno nie wyobrażam sobie białego wokalisty. Jest on dowodem na to, że dzisiejsze czasy potrafią dać światu kolejne legendy. A ja, jestem dumna, że mogę obserwować ich rozkwit.


Zdjęcia udostępniłam dzięki uprzejmości Piotra Łukasiewicza.

14 kwietnia 2011

Siódma audycja-po irlandzku

Przenieśmy się dziś do Irlandii.
Każdy z nas posiada swoje wymarzone miejsce na świecie, które jest  przez nas samych  idealizacją wspaniałej krainy.
Na czas dzisiejszej audycji przeniesiemy się do mojego magicznego miejsca. Jest nim Irlandia. Całą powierzchnię Irlandii pokrywa zielona trawa. W mojej wyobraźni nie ma tam miast, ulic ani ludzi...Jest tylko ten krajobraz i ta muzyka:
Flogging Molly- "Drunken Lullabies"


To dziwne, ale właśnie tego typu muzyka wyzwala we mnie emocje, które domagają się biegania na boso wokół ogniska.
Flogging Molly jest irlandzko-amerykańskim zespołem grającym irlandzki punk, choć niektóre utwory posiadają piracką dzikość, taką jak w "Seven Deadly Sins''
Zespół posiada też kawałki, które nas ukoją po tak wielkiej dawce energii-"Far Away Boys"
Następną propozycją jest grupa, która jest wam pewnie znana- Thin Lizzy. Posłuchajmy najbardziej rozpoznawalnego utworu irlandzkiego, który niekoniecznie kojarzy nam się z tym cudownym krajem-Thin Lizzy "Whisky in the Jar"-pierwotny kawałek wyróżnia się innym brzmieniem, lecz gdy włączymy interpretację Metallici piosenka staje się kolejnym hitem tego zespołu, który miesza się z innymi takimi samymi utworami "giganta metalu".    
By odejść od szumu wielkiej sceny, wsłuchajmy się w mniej nagłaśniany utwór tej formacji-"Emerald". Jak pewnie zauważyliście, zespół odbiega od typowego, folkowego grania w przeciwieństwie do Flogging Molly, ale dlaczego irlandzka muzyka ma nam się kojarzyć tylko z  brzmieniem typowym dla The Dubliners. Często słyszę na koncertach startujących zespołów "metalowo-rockowych" covery"Whisky in the Jar", niestety nie jest to cover oryginału, ale zagranie interpretacji Metallici. The Dubliners oczywiście jak większość zespołów na świecie zagrali cover tego utworu tylko, że jako nieliczni dodali coś więcej do tej piosenki-irlandzki smak-The Dubliners "Whisky in the Jar"
The Dubliners posiada bardzo przyjemne brzmienie. Otaczają się klimatem według nas typowym dla Irlandii. Każdy rejon na świecie posiada muzykę rozrywkową, klasyczną, tą przy której się najlepiej bawimy choć jest dla nas zbyt kiczowata. Może dla niektórych muzyka The Dubliners należy do tej ostatniej grupy, ale nikt chyba nie zaprzeczy, że trudno usiedzieć na krześle słuchając tych kawałków.
Ostatnią grupą jest Stiff Little Fingers, która pochodzi z Irlandii, lecz gra punkrock nieprzypominający punkrocku Flogging Molly.
Która wersja odpowiada wam bardziej, punkowa czy celtycka zespołów z Irlandii?

                                                                                            
                                                                                   Dziękuję za wysłuchanie dzisiejszej audycji.

15 marca 2011

Szósta audycja

Szóstą audycję zaczniemy dość southern-rockowo Lynyrd Skynyrd-"Simple  Man" . Muzyka zespołu bazuje na bluesie, dlatego pewnie zespół gra wspaniałą mieszaninę klasyki z hard rockiem.  Nazwa pochodzi od zniekształcenia nazwiska nielubianego nauczyciela wf, który karał uczniów za długie włosy. Początki zespołu sięgają już lat 60. , lecz dopiero w latach 70. grupa odnosiła największe sukcesy. Oczywiście jak na tamte czasy przystało, grupa była mocno związana z ruchem hippisowskim.
Wielką tragedią dla zespołu i  ich fanów, była katastrofa lotnicza w 20 października 1977r. Zginęli w niej Ronnie van Zant(wokalista zespołu), gitarzysta Steve Gaines i jego siostra Cassie Gaines, która pomagała zespołowi jako wokalistka. Reszta zespołu odniosła jedynie obrażenia. Po katastrofie zespół zakończył działalność, wydając jeszcze kolekcją nagrań z początku kariery. W 1987 roku pozostali muzycy zespołu reaktywowali Lynyrd Skynyrd z nowym wokalistą Johnnym Van Zantem oraz gitarzystą Randallem Hallem. Posłuchajmy więc jednego z najbardziej rozpoznawalnych kawałków tej grupy-"Free bird" .
Słaby początek, katastrofa-utrata brata, przyjaciół nie zdemotywowała muzyków do ukończenia czegoś co bardzo kochają-do tworzenia muzyki. Do dziś zespół koncertuje i wydaje płyty, min. płyta studyjna ukazana w 2003r-"Vicious Cycle".
Na koniec proponuję bardzo przyjemny i znany kawałek, który każdy z nas zna-"Sweet Home Alabama" . Utwór jest odpowiedzią muzyków na dwie piosenki Neil`a Young`a

Piosenka "Don`t Cry" zespołu Guns n` Roses posiada nie tylko wokal Axl`a. Tym drugim głosem, nieco wyższym jest wokal niejakiego Shannon`a Hoon`a-wokalisty Blind Melon. Zespół odniósł sławę dzięki utworowi:                                                            "No Rain"
Piosenka pochodzi z debiutanckiego albumu Blind Melon, który otrzymał czterokrotnie platynę, a singiel stał się przebojem.
Może zespół nie niesie ze sobą mocnego brzmienia, ale takie grupy posiadają wspaniały urok. "Paper Scratcher" -Blin Melon.
W drugim utworze możemy usłyszeć możliwości wokalne Shannona. Energia, charakter, lekkość-to chyba największe atrybuty Blind Melon. Niestety historia zespołu nie kończy się cukierkowo. Jak na świat muzyczny przystało tragedii nie ma końca. W 1995r Shannon Hoon umiera podczas trasy koncertowej pozostawiając córkę Nico. Przyczyną śmierci było przedawkowanie kokainy.
Blind Melon-"Mouthful of Cavities"

5 marca 2011

Piąta audycja-Na makowym polu(cz.II)

Dziś powrócimy na makowe pole.
Wcześniejszą audycję poświęciłam muzykom, którzy są uważani dziś nie tylko jako artyści hippisowscy, ale jako ikony rocka. Dlatego część druga przybliży nas bardziej na deskę sceny Woodstocku, czy Monterey Pop Festival.
Zacznijmy od przedstawicieli Acid rocka Jefferson Airplane-"White Rabbit". Jefferson Airplane to wspaniała grupa, grająca nie tylko rocka psychodelicznego, ale i folk rock, czy blues(co słychać w pierwszej płycie)-"Blues From An Airplane"-utwór z tej właśnie płyty.
Następnym zespołem jest Grateful  Dead. Jest to bardzo ciekawa grupa grając mieszaninę psychodelicznego rocka, folku, southern rocka, country, bluegrassu, jazzu i jam rocka.Grateful Dead-"Ripple"
Zespół z San Francisco związany z ruchem hippisowskim, utworzył własne brzmienie i kulturę. Fani zespołu byli określani jako Dead Heads. Jeździli na każdy koncert zespołu, nagrywali utwory i wymieniali się taśmami. Muzycy z Grateful Dead nawet do tego zachęcali (pod warunkiem, że nikt nie czerpałby z tego korzyści majątkowych). "Sugar Magnolia" .Specyfiką tej formacji była tworzona przez nich samych jedność z fanami. Na koncerty jeździli w ogromnej grupie. Rodzina, przyjaciele, krewni i technicy sceniczni. Słuchając ich utworów możemy to nawet poczuć. Artyści z Grateful Dead otoczyli swą muzykę wspaniałym klimatem.
Gdy 9 sierpnia 1995 zmarł charyzmatyczny gitarzysta Jerry Garcia, postrzegany jako lider grupy, rada miejska San Francisco ogłosiła żałobę i nakazała opuścić flagi do połowy masztów.Dowodzi to, że zespół był bardzo ceniony w swoim mieście.
Przejdźmy do twórców jednego z hymnów Flower Power-The Byrds"Turn! Turn! Turn!"
Jest to następna grupa grająca psychodeliczny i folkowy rock.
Gdy coraz bliżej przyglądamy się hippisowskim latom, możemy stwierdzić, że był to złoty wiek nie tylko dla rocka ale dla całej muzyki popularnej. Bob Dylan podobnie jak The Byrds dał podstawy brzmienia folku rockowego dla przyszłego rozwoju tego gatunku.
Posłuchajmy na koniec jeszcze kilka hitów z lat 60. i 70. 
Steve Miller Band - "Rock`n Me"  
Ten Years After -"Love Like a Ma" 
trochę jazz rocka- Blood,Sweat and Tears "You've Made Me So Very Happy" "Spinning Wheel"
rock and roll revival-Creedence Clearwater Revival (CCR)"Fortunate Son"
Poznając bardziej zespoły "Woodstockowe" wiemy, że muzycy nie bazowali płytko tylko na powierzchni psychodeliki, ale wzorowali się na jakże wspaniałej i szerokiej muzyce bluesowej. Artyści mieszali brzmienia elektryczne, jazzowe, folkowe, bluegrassu,jam rocka. Dali początek wielu gatunkom dziś bardzo popularnym, np. hard rocka. Lata 60. i 70. stworzyły wspaniałych artystów. Niestety większość z nich nie zdobyła tak wielkiej sławy jak Jimi Hendrix, Joplin, The Doors, czy The Who, lecz zawsze możemy wracać do skarbów tych lat. Wspaniałych hippisowskich artystów nie usłyszymy często w dzisiejszych radiostacjach, ale może to "odkopywanie" sprawia nam radość? Czy Sweetwater, Incredible String Band, Procol Harum umieszczone na listach Eski Rock czy  MTV obok nowych, spopowanych, pseudo-rockowych zespołów nie utraciłyby swej magii?
Choć w dzisiejszym, komercyjnym świecie sztuki nie ma miejsca na zakurzone płyty winylowe zespołu Yes, to My-Melomani w końcu odnajdujemy się w tym małym świecie, wymieniamy się starymi taśmami i wysłuchujemy wielkich koncertów.

18 lutego 2011

Czwarta audycja-na makowym polu (cz.I)

                     Dzisiejsza audycja przeniesie nas kilkadziesiąt lat wstecz. Drugą połowę lat sześćdziesiątych, zachodnią część świata(dla większości Polaków wtedy nieosiągalną) pokolorowała rewolucja hippisowska. Bunt młodzieży
przeciwko szkole, rodzicom, polityce, normom społecznościowym, materializmie...Wszystkiemu co było codziennością, a zarazem źródłem narzucającym zasady i przymusowe klasyfikacje między ludzkie.
Oczywiście nie tylko moda powstała w tamtych latach w ramach ruchu hippisowskiego. Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ukształtował wiele odłamów rocka. Najważniejszymi były rock progresywny i psychodeliczny. Ten okres ukształtował wielkich muzyków, których do dziś podziwiamy.
Zacznijmy hitem, który pewnie każdy z nas zna-"Hey Joe". Po wysłuchaniu tego utworu, nie mamy chyba żadnych wątpliwości, że mowa o legendzie rocka, najwybitniejszym gitarzyście-tak, to James Marshall Hendrix.
Pierwszym instrumentem muzyka była harmonijka ustna. Później kupił gitarę, którą wcześniej zastępował szczotką do zamiatania podłogi.
Jimi odkrywał techniki gry na gitarze. Reprezentował wiele gatunków muzycznych. Jego wspaniałość to nie tylko niesamowita technika i talent, ale poszukiwanie w wielu odłamach bluesa. Jeżeli grasz bluesa, to otwierasz sobie furtkę do nieskończonych, bezgranicznych melodii i szaleństw muzycznych. Jimi potrafił ją otworzyć i już nigdy nie zamknąć.
Hendrixa inspirowali najwięksi: zaczynając od Buddy Guy`a, Muddy Waters`a, kończąc na B.B Kingu, czy Albercie Kingu, dlatego jego utwory były dzikie, niepowtarzalne i świeże. Jeżeli jego utwory bazują
na bluesie to skutki mogą tylko Tak wyglądać-"VooDoo Child" .
Wszystko to co tworzył i odkrył Hendrix było wielką rewolucją w świecie rocka. Wszelkie riffy, łączenie stylów fuzz i feedback,  eksperymentowanie z efektami stereofonicznymi są nawet dziś, dla nas niewyobrażalnymi dokonaniami. Poskutkowało to wspaniałymi dziełami, które dziś pozwalają
nam przenieść się w niesamowity, bez zasad świat. Dowodem na to jest jego twórczość. Na zakończenie przygody z Hendrix`em jego dzieło-"Purple Haze"
                  Aby dobrze komponowała się teraz następna artystka, powiąże ją z wcześniejszym muzykiem.-"Summertime"
Tak, Janis Joplin. Królowa Rocka! Wspaniała wokalistka bluesowa. Utwór "Summertime", który przed chwilą wysłuchaliśmy, ma w sobie moc. Bezprecedensowy głos i wirtuoz gitary w jednym utworze to wyśmienite połączenie, którym możemy się delektować przez trzy minuty. Ale za to JAKIE!
Janis od najmłodszych lat interesowała się bluesem. Pod koniec lat sześćdziesiątych znana była jako wokalistka zespołu Big Brother & the Holding Company. "Ball And Chain"-tej właśnie kapeli.
Jakże wzruszający dogłębnie głos posiadała kobieta, która wspaniale odzwierciedlała to co w blues rocku powinno być zawarte.
Podobnie jak Jimi Hendrix, Joplin inspirowała się bluesem. Jest następnym dowodem na to, że muzyka ta kształtuje wspaniałych artystów.
Obydwoje było zaangażowanych w ruch hippisowski. Niestety wiązało się to z histeryczną potrzebą wolności, której skutkiem było jej poszukiwanie w narkotykach i innych środkach odurzających. Oboje zmarli przedwcześnie. Mieli zaledwie 27-28 lat. Czy była to przyczyna pogoni za wolnością? Pragnąc jej, sami się zniewolili.                                 

11 lutego 2011

Trzecia audycja

Płyta na której zamieszczone są tak pomieszane emocję, które niekoniecznie są nam znane, ale które z taką przyjemnością przyjmujemy. Pewnie każdy Taką swoją płytę ma.
Jaka jest moja? Trudno mi wybrać, bo wiele daję mi coś od siebie. Ale chyba grzechem dla fana Alice in Chains było by nie wspomnieć o płycie Unplugged.



Czy przyglądanie się  muzyce artystów z Alice in Chains z pryzmatu fana tego zespołu jest zawsze świeże i na pewno obiektywne? Nie wiem. I nawet mi ta niewiedza nie przeszkadza! Ważne, że ta muzyka działa na mnie jak coś co mnie w życiu codziennym nie spotka. Coś co trzeba mierzyć inną miarką, niż tą którą sprawdzamy emocje między ludzkie. Żaden wir krępujących sytuacji, nie onieśmieli mnie jak Ta sztuka-sztuka tworzona przez magików tej dziedziny. Czarują w nieznany sposób czas, atmosferę, dla której mogę odwołać wszystko. Mogę (ja towarzyska osoba) zamknąć się sama w pokoju i słuchać...rozdziewiczyć się na chwilę. Rozebrać wnętrze tylko po to aby łatwiej wsiąknęli, bym szybciej poczuła ich w sobie.
Przemawiają do mnie i to chyba się liczy.
Płyta zaczyna się jakże klimatyczną, wprowadzającą nas w nastrój piosenką Nutshell.
Jerry zaczyna grać...wchodzą po kolei muzycy...Wciąż rozkoszujemy się gitarowym spokojem jaki daje nam ta piosenka...Na koniec na scenie pojawia się wokalista-Layne Staley. Śpiewa piosenkę, przepełnioną żalem..prawdą..
Może powinniśmy słuchając takiej muzyki czuć się połamani..Wstrząśnięci. Czy na tym polega wspaniałość muzyki?- zamiast czuć apatię i przygnębienie spowodowanym cierpieniem pokazanym w utworze, my-tak zauroczeni pięknością piosenki zapominamy o tym? Lecz nie...Jednak to wszystko dzieję się jednocześnie. Odczuwamy żal muzyka. Wprowadza nas to w refleksje. Słuchając o  jego problemach utożsamiamy się z nim. Zbliżamy się do niego, ponieważ oddał nam siebie, a jednocześnie zakochujemy się w piękności i wspaniałości artyzmu. Czy czujemy się trochę rozciągani pomiędzy odczytaną prawdą w arcydziele(czasem szokującą i nad wyraz przykrą), a jego estetyką?
Pewnie gdy zapoznacie się (lub już zapoznaliście się)z twórczością AiC, nie poczujecie się oszukani. Nie wyczujecie fałszu. Każdy skrawek tej muzyki jest prawdziwy. Dlatego tak bardzo pasuje mi przeżywanie chwil z tym zespołem.
Przyjrzyjmy się Layne`owi. Na tym koncercie(w 1996r) widać jego skutki nałogu nie tylko na twarzy, ale w całej postawie. Zgarbiony, zmęczony. Przytłaczający widok. Smutny, a zarazem wzruszający...W 2002r Layne zmarł. Jego śmierć była ponura. Ponieważ była długa. Wykańczała go powoli, ale on chyba tego chciał. Po śmierci jego ukochanej(pięknej, młodej dziewczyny, która zmarła na skutek przedawkowania), Layne się załamał. Chciał cierpieć po takiej stracie. Para obiecywała sobie, że wspólnie skończą z nałogiem i zaczną nowe życie. Lecz ona go opuściła w tak tragicznym dla niego momencie. Zamknął się w domu i tylko wstrzykiwał sobie powolną śmierć.
Przyjrzyjmy się temu koncertowi. Blada twarz. Usta nie przypominające ust żyjącego człowieka. Zawsze zastanawiamy się: gdzie była rodzina, przyjaciele?...Ale nałóg demaskuje miłość. Niszczy życie więc i jego ważną część. Rodzinę, ukochanych. Zabija nadzieję i pokój. Więzi nas i nie chce wypuścić. Za wielu zabrał, pozwalając dokończyć tego co zaczęli.
Teraz, w 1996r, sześć lat przed śmiercią, wciąż w nim jest. Tego człowieka cierpienie nie opuści na chwilę. A może ten człowiek sam do tego dopuścił? Możliwe, tylko że wolę o tym nie wiedzieć. Wolę wierzyć, że nałóg zaatakował znienacka tych wszystkich wielkich artystów, którzy jednocześnie są nam obcy, ale przez sztukę są nam tak bardzo bliscy.
Powinnam zaproponować wam następny utwór, jak to przystało w dobrej audycji. Wciąż te monologi, a ja przecież powtarzam, że muzyka mówi sama za siebie,  przekazuje  najlepiej wszystko to co powinniśmy wiedzieć.
Teraz artyści o sobie opowiedzą, niech mnie wyręczą:
"Would?" 
"Sludge factory"
"Down in a Hole"

31 stycznia 2011

Pierwsza audycja-w Chicago

Pierwszą audycję zaczniemy w ciasnym, cuchnącym od dymu tytoniowego i ludzkiego potu klubie, gdzieś w środku Chicago. Przenieśmy się czterdzieści jeden lat wstecz  . Słyszymy zgrzyt nieprofesjonalnego sprzętu, lecz jakże profesjonalne wykonanie artystów!
Blues można określić jako muzykę szczerą, niejasną i dziką.
Można polemizować, czy prawdziwy blues zaczął się już w Afryce, czy dopiero w Ameryce. Ludność afrykańska tworzyła pierwotne odmiany tego gatunku , używając prymitywnych instrumentów. Dopiero w drugiej połowie XIX w. w Ameryce powstała pierwsza odmianą bluesa, tzw. blues wiejski (Country Blues). Wraz z przemieszczeniem się Afroamerykanów z południowej części Ameryki do miast północnych USA, gatunek zmienił się w blues miejski (Urban Blues) . Bluesmani nie tylko śpiewali o miłości, lecz też o uprzedzeniach rasowych. Było to dobrą odskocznią od codziennych zmagań z rasizmem.
W czasach, gdy "prawowici" obywatele Ameryki nie darzyli zbyt częstą tolerancją czarnoskórych "gości", rodził się niezależny od "białych" prawdziwy świat Afroamerykanów. Nie jako niewolników czy pod-rasy, ale wirtuozów gitary, czy mistrzów harmonijki ustnej. Muzycy schładzający gardła tanią whisky, wydobywali głębię, której żaden Jankes nie powtórzy

Najpiękniejsze w Bluesie, jest niepowtarzalność.Nieokreślony dźwięk i rytm..
The Rolling Stones i Muddy Waters-"Mannish Boy"   "Baby Please Don`t Go"